NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Europa porwana, czyli tragedia Europy+

Nowy projekt polityczny Aleksandra Kwaśniewskiego, który podkreśla wagę polityki na poziomie europejskim, jest niebezpieczny. Nie tylko dla jej liderów, których może skutecznie wyrzucić na margines polityki, ale przede wszystkim dla idei integracji europejskiej w Polsce.

Przeczytaj więcej informacji o Forum Europejskim, któremu przewodzę na naszym facebooku!



Analiz o politycznym znaczeniu nowej inicjatywy było już wiele. Pisała o tym w "Wyborczej" Magdalena Środa, mówił (ciekawie, choć nie w całości się zgadzam) Jarosław Flis. O projekcie Europy Plus pisała "Rz", siłę i potencjał dostrzegał Filip Memches (“Rz”), a krytykował nie tylko Lech Wałęsa (w "GW"), ale nawet reformowany konserwatysta-lewicowiec Cezary Michalski, który (chwilowo?) znalazł przystań dla swoich tekstów w redakcji Dziennika Opinii "Krytyki Politycznej". Projekt nie umknął uwadze także prawicowym mediom: na łamach wPolityce.pl temat omówił Antoni Dudek, skomentowało lub zaraz skomentuje (nie wiem, próbowałem znaleźć, żeby też zalinkować, ale mi się nie udało) “Do Rzeczy”, a w imieniu “Gazety Polskiej Codziennie” o Europie+ pisał m.in. Artur Dmochowski.

(Polecam lekturę wszystkich artykułów, a nawet więcej - pogmerania na stronach, poczytania z różnych perspektyw, a nie tylko z jednej, Waszego ulubionego medium, jakiekolwiek jest).

Dzięki temu czuję się zwolniony z obowiązku pisania teoretycznych rozważań "jakie będzie poparcie i co się zmieni na scenie politycznej" w sytuacji, gdy wciąż więcej jest znaków zapytania niż materiału do sensownej analizy (nie, żeby to przeszkadzało większości komentatorów). Nie dość, że nie wiemy w końcu jaka, jeśli jakakolwiek, będzie rola SLD i nie znamy kandydatów, to nie wiemy nawet, jaki program miałaby mieć nowa partia. Połączenie Kwaśniewskiego z Palikotem wydaje się być egzotyczne, a znalezienie czegoś co łączy obu polityków, poza tym że obaj urzędują przy jednej z ulic w warszawskim Śródmieściu, nie będzie proste (chyba żeby uwierzyć bliskiej inicjatywie osobie twierdzącej, że to po prostu skok na kasę z Parlamentu Europejskiego - pieniądze potrafią wyjątkowo sprawnie łączyć polityków, ale byłaby to mocno niesprawiedliwa teza na tym etapie).

Pozostawiając już jednak komentarze publicystów na boku i przechodząc do samego przedmiotu dyskusji muszę przyznać, że... mam problem z Europą. Może nie z Europą jako taką (lubię ją i cieszę się, że jestem Europejczykiem), ani nawet nie z Unią Europejską (choć lubię ją nieco mniej), ale z Europą Plus czy tam + - jako nazwą. Na przełomie 2010 i 2011 roku miałem okazję - wraz z Wiktorem Witkowskim, też z Fundacji Forum Europejskie - rozmawiać z prezydentem Kwaśniewskim o naszym kontynencie, jego roli na świecie i pomysłach na jego integrację (całość tutaj). Przedstawił wtedy wiele ciekawych przemyśleń, ale powiedział też: “gdybym był premierem i słuchał tego, co mówię złapałbym się za głowę i powiedział: „rany boskie, Tobie to dobrze, możesz sobie gadać, ale ja muszę podejmować decyzje tu i teraz”.” Nie wiem czy od tamtej pory zmienił poglądy. Biorąc pod uwagę ich charakter, dobór nowego sojusznika politycznego i to, że europejski federalizm, w trakcie kryzysu paradoksalnie zyskuje wśród elit na popularności (odwrotnie proporcjonalnie do woli Europejczyków), pewnie nie. Tamta rozmowa daje dobry wgląd w to, jakiej Europy chciałby Kwaśniewski. I bardzo dobrze. Polityk jest od tego, aby prezentować nowe wizje, pomysły i patrzeć w dalszej perspektywie, tak jak właśnie Kwaśniewski w trakcie tamtej rozmowy. A następnie należy przełożyć to na plan działań, zakasać rękawy i wziąć się do roboty.

Problem w tym, że Kwaśniewski wybierając dla swojej partii nazwę "Europa+" dokonuje aktu "zagrabienia" Europy (albo wzorem greckiego mitu, "porwania" Europy) dla konkretnej, lewicowej, federalistycznej, ponad narodowej wizji Unii Europejskiej. To, co wydawało się być w przestrzeni publicznej pojęciem i ideą w pewnym sensie ponad polityczną, zostaje otwarcie “przejęte” przez jedną z opcji politycznych.

Dotychczas o Europie rozmawialiśmy różnie: Europa była zła, niesuwerenna, niemiecko-francuska, niedemokratyczna (mój ulubiony argument - poważnie - bardzo rozległy i ciekawy temat), ale też przyszłościowa, obiecująca, dająca szansę. Różnie o niej mówiliśmy: i my, i politycy, którzy uczynili z niej temat politycznej rywalizacji (mało widoczny i często sprowadzany do tego, kto ile milionów by przywiózł z Brukseli, ale jednak gdzieś tam obecny). Pojęcie Europy nie zawierało w sobie ideowego rozwiązania kwestii jej kształtu: zjednoczona Europa miała być tym, co z niej uczynimy, z uwzględnieniem wszystkich argumentów. Pojęcie to było otwarte na rozważania, deliberacje nad tym, jaki rodzaj integracji nam się podoba, a jaki nie. I tak słyszeliśmy głosy zachwyconych Unią, krytycznych entuzjastów, ale też ideowych sceptyków (np. Marek Cichocki, pomimo naszej rozbieżności poglądów, jest dla mnie przykładem poważnego eksperta - takiego prawdziwego, a nie z kosmosu - w podatnej na populizm debacie o Unii i przyszłym kształcie Europy).

Dziś, kiedy Europa z przedmiotu dyskusji staje się jednym z jej podmiotów - jako partia polityczna - zbyt łatwo będzie o upolitycznienie szerszej idei. Obawiam się sytuacji, w której ludzie kombinujący dotychczas “co to ta Europa?" i czym ma być w przyszłości (odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta; badamy to teraz w ramach projektu London School of Economics and Political Science i Europejczycy - jeśli założyć, że istnieje taka zbiorowa tożsamość - są bardzo podzieleni), zaczną sprowadzać ten szeroki koncept do jednej partii i jednej opcji politycznej, mówiąc, że stał się “lewacki”, automatycznie podlegając odrzuceniu przez “niepodległościowców”, którzy UE mogliby w sumie lubić, ale nie wtedy, gdy stoi obok niej określenie “lewicowości”. Dzięki temu, że w Polsce mamy wielu ekspertów, którzy narrację tworzą zgodnie z politykami, dalszy spin polityczny łatwo sobie wyobrazić.

Jeśli rzeczywiście Kwaśniewski “porywa Europę” po to, by działać na rzecz wsparcia idei integracji Polski z Unią Europejską, to czy prezydent, który wprowadzał Polskę do Unii Europejskiej, zapomniał jak istotną cechą polskiej debaty politycznej jest konsensus nt. naszej obecności w Unii? A wiedząc to wszystko, czy mógłby uważać, że takie “porwanie” nie przyczyni się do osłabienia tego poparcia w słabiej związanych z ideą integracji europejskiej środowiskach prawicowych?

Mam problem z Europą+ tak samo, jak miałbym problem z partią, która nazywałaby się Polska+, Polska Ekstra, Polska czy nawet Podlaskie Specjalne (choć to brzmi już bardziej jak pasztet albo trunek). Są pojęcia, hasła, sformułowania, którym upolitycznienie zwyczajnie szkodzi. Tak idei obywatelskości - społeczeństwa obywatelskiego - pewnie zaszkodziła 'adopcja' przez Platformę Obywatelską ("taaa, takie obywatelskie, że potem mielą podpisy za JOWami, to nie ma sensu!" - sprawdźcie statystyki dot. aktywności politycznej Polaków!), prawu i sprawiedliwości - Prawo i Sprawiedliwość ("no tak, wszystko się zgadza, albo będzie moją sprawę rozpatrywał komunista albo wzburzony prawicowiec, nie ma uczciwych sądów!"), tak samo Europie może zaszkodzić Europa+. To ten katalog pojęć, którego ruszanie jest kiepskim pomysłem, bo dotyka kwestii zaufania, co w przypadku klęski partii lub wywołania przez nią polaryzacji poglądów może skutkować pogłębieniem bajzlu pojęciowo-wartościowego, jaki mamy dzisiaj. Europa, póki co, była chroniona chyba jedynym szerokim, politycznym porozumieniem, jakie mamy - w sprawie realizacji europejskich aspiracji.

Jeszcze jest pora zareagować. Jeśli Europa faktycznie znaczy coś dla Was, liderzy Europy+, jeszcze macie szansę na to, aby to pokazać akcjami, a nie sloganem, który miałby zrobić z Was Europejczyków z definicji. Lepiej udowodnijcie to kompetencjami, umiejętnościami, pomysłami. Świeżością, znajomością języków, obeznaniem w europejskich salonach (a tu wiemy przecież, że przynajmniej prezydent Kwaśniewski ma nie lada doświadczenie z okresu urzędowania!).

Dopiero z tego wynikałby jakiś plus dla Europy, a nie tylko dla Kwaśniewskiego i Palikota. Jeśli chodzi o nazwę, Europie lepiej odpuście.
Trwa ładowanie komentarzy...